„Nadal mamy nadzieję, że pojedziemy na igrzyska” – wywiad z Justyną Plutowską i Piotrem Gerberem

Kilka tygodni temu polskie łyżwiarstwo figurowe odnotowało znaczący sukces. Po raz pierwszy od 16 lat na podium prestiżowego turnieju Finlandia Trophy stanęli reprezentanci Polski. Para taneczna Justyna Plutowska/Piotr Gerber pomimo niewielkiego jeszcze stażu w fińskim Espoo musieli uznać wyższość tylko dwóch duetów w tym aktualnych mistrzów świata. W przerwie między startami i treningami nasza młoda i perspektywiczna para zgodziła się udzielić nam wywiadu. 

plutowska.gerberIgrzyska24: Trenujecie wspólnie od 20 miesięcy. Co sprawiło, że w tak krótkim czasie zdążyliście zrobić aż tak duży postęp?

Justyna Plutowska: To nie cud, a efekt ciężkiej pracy po kilka godzin dziennie. Ostatnie 1,5 roku w tym rok czasu spędziliśmy w USA  w ośrodku w Novi u trenera Igora Shpilbanda. Mieliśmy możliwość pracować z  trenerami z Rosji i Włoch oraz ze wszystkimi osobami, którzy wspólnie pracują w ośrodku na wynik pary. Żałujemy bardzo, że nasz budżet którym dysponowaliśmy na szkolenie nie pozwolił nam na uczestnictwo we wszystkich zajęciach między innymi na pracę  z akrobatami, którzy udoskonalają podnoszenia. Natomiast ze wszystkich  zajęć, na które mieliśmy  środki finansowe czerpaliśmy ile się tylko dało.

Piotr Gerber: Kosztowało nas to wiele potu, łez, bólu, wyrzeczeń. Ciężka praca utrudniła nasze relacje z rodziną i przyjaciółmi, musieliśmy przezwyciężyć wiele przeciwności losu, by dojść do punkt w którym jesteśmy obecnie.

Na co dzień trenujecie w amerykańskim Novi. Czego Waszym zdaniem brakuje polskim łyżwiarzom figurowym, by odnosić takie sukcesy jak chociażby zawodnicy z Kanady czy Stanów Zjednoczonych?

Justyna: Jeśli miałabym porównywać polskich zawodników do tych zza oceanu, myślę że tutaj nie jest to kwestia zawodnika a raczej zaplecza treningowego. W  żadnym z polskich ośrodków zawodnicy nie mają zapewnionych takich warunków, z jakich korzystają Kanadyjczycy czy też Amerykanie.

Piotr: Nawet najlepsi kanadyjscy łyżwiarze przyjeżdżają do USA, żeby trenować w akademiach łyżwiarskich i osiągać jak najlepsze rezultaty. Dużą częścią sukcesu każdego sportowca jest jednak ich własny „napęd”, żeby przezwyciężać ból i trudności, jednak realizacja swoich marzeń i poczucie sukcesu rekompensuje cały wysiłek.

Waszym szkoleniowcem jest Rosjanin Igor Spihildand. Jak ważne są dla Was treningi z tak wybitnym trenerem? 

Justyna: Zdaję sobie sprawę, że jest to szkoleniowiec, który na swoim koncie ma zarówno Mistrzów Świata jak i Mistrzów Olimpijskich dlatego też ze wszystkich treningów staram się wyciągać ile się tylko da, czyli jak najwięcej! Jego wszystkie uwagi i wskazówki są dla mnie niezwykle cenne i pomocne.

Piotr: Czuję, że Igor widzi świat tańców na lodzie w zupełnie innym świetle. On sprawia, że choreografia, muzyka, muzyka – to wszystko co składa się na występ łyżwiarza figurowego staje się przystępne i zrozumiałe dla laików w dosłownie dwie sekundy. Oczywiście ludzie mówią, że to dzięki własnej pracy jest tym kim jest. Myślę, że Igor jest wielkim pasjonatem sportu – inaczej nie pojawiał by się na zimnym lodowisku o 6:30 i pozostawał tam do piątej po południu.

plutowska.gerber2Jak wygląda standardowy dzień treningowy łyżwiarza figurowego?

Justyna: Dzień treningowy łyżwiarza jak i myślę każdego racjonalnie myślącego sportowca nastawionego na sukces nie jest zbyt urozmaicony.. Składa się przede wszystkim na różnego rodzaju treningu. U nas począwszy od kilku godzin spędzonych na lodzie poprzez zajęcia z baletu, tańca towarzyskiego czy też siłowni.  Po tak ciężkim dniu rzadko kiedy przychodzi nam jeszcze ochota na wszelkiego rodzaju rozrywkę, ważny jest odpoczynek jak i dobry sen by z energią rozpocząć kolejny dzień..

Większość obserwatorów stwierdziła, że podczas Nebelhorn Trophy, zwłaszcza w tańcu krótkim sędziowie zaniżyli nieco wasze noty. Jak więc oceniacie sędziowanie na tym turnieju? Czy nie uważacie, że sędziowanie łyżwiarstwa figurowego potrzebuje kolejnych zmian? W końcu nie od dziś słyszy się opinie, że najpopularniejsi zawodnicy bez względu na jakość programu zawsze otrzymują wysokie noty? 

Justyna: Sędziowania  podczas zawodów Nebelhorn Trophy raczej wolałabym nie oceniać. Nie są to moje pierwsze zawody, więc siedzę w tym nie od dzisiaj i doskonale zdaję sobie sprawę jak to funkcjonuje. Zarówno w naszym sporcie jak i w wielu innych dyscyplinach póki zawodnik nie ”wyrobi” sobie pewnej opinii zwłaszcza u sędziów, nie jest zauważany. Zdarza się czasem kiedy zawodnikom  z wyższej półki przy zaprezentowanych słabszych programach sędziowie nie zaniżają ocen tylko dlatego, że „nie wypada” bo są to zawodnicy na wyższym poziome lub też reprezentują kraje, które są  mocarstwami w danej dziedzinie. To zjawisko akurat możemy zaobserwować na większości zawodów i mimo iż nie mówi się o tym głośno to większość doskonale zdaje sobie sprawę, że tak właśnie jest. W takiej sytuacji najbardziej pokrzywdzone są pary, które są nowo zestawione  lub też mniej znane, co nie oznacza że są gorsze. W przypadku moim i Piotra, kiedy to nasz staż jako pary nie jest długi, potrzebujemy trochę czasu na to by  sędziowie  się do nas przyzwyczaili i zaczęli postrzegać nas jako parę, która potrafi prezentować swoje układy na wysokim  poziomie.

Piotr: To jest rzeczywistość dzisiejszego systemu oceniania. Łyżwiarstwo figurowe to sport nie do końca wymierny, zdarza się, że łyżwiarze otrzymują niższe noty. Opinie sędziów niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywiste możliwości i jakość wykonania danego programu. My zawodnicy nie jesteśmy jednak po to by oceniać system – jesteśmy po to by jeździć i dawać z siebie wszystko na lodzie.

Co tak naprawdę zadecydowało o tym, że nie wywalczyliście w Oberstdorfie olimpijskiej kwalifikacji? 

Justyna: Szczęście, sprawiedliwość.. dużo by tutaj wymieniać. Myślę, że więcej opisałam już w odpowiedzi na drugie pytanie, które nawiązuje do tego. Niektórzy mogliby jeszcze powiedzieć, że trzeba było więcej trenować może wtedy byśmy wywalczyli kwalifikacje.. Ja myślę, że na chwilę w której odbywały się zawody w Oberstdorfie byliśmy w swojej wyższej, wypracowanej formie i daliśmy z siebie wszystko na co było nas stać w danym momencie.

Piotr: Jak powiedziałem wcześniej często wyniki nie są proporcjonalne do aktualnej formy i umiejętności. Nebelhorn Trophy były dla nas najważniejszym do tej pory turniejem, ważniejszym nawet od Mistrzostw Świata w Ontario. W Niemczech mieliśmy szansę rywalizować na znacznie wyższym poziomie umiejętności. Podczas MŚ w Ontario byliśmy jeszcze nowym zespołem, dla którego był to pierwszy sezon w gronie seniorów. Zaledwie od czterech miesięcy trenowaliśmy z naszym trenerem, mieliśmy nowe programy, a i sędziowie nie znali nas jeszcze. Wychodząc na taflę lodowiska w Oberstdorfie byliśmy podekscytowani, a z drugiej strony nieco niespokojni, choć byliśmy gotowi do walki. Naszym zadaniem było opuścić lód i z czystym sumieniem móc powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, że pojechaliśmy na sto procent naszych możliwości i że trener jest z  nas dumny. Sphilband pochodzi z twardej rosyjskiej szkoły, więc słowa pochwały od niego znaczą dla nas bardzo dużo. Podczas NT musieliśmy przekonać sędziów, że jesteśmy godni wyjazdu na Igrzyska do Soczi. Udało nam się to z wyjątkiem dwóch sędziów, którzy z nieznanych powodów ocenili nas znacznie niżej niż pozostali.

W chwili obecnej jesteście drugą parą rezerwową, choć wiemy, że z listy zakwalifikowanych na IO w Soczi wypadną najprawdopodobniej Litwini. Czy w związku z tym kontynuujecie przygotowania do igrzysk, czy też po przegranych kwalifikacjach zmieniliście plany startowe i treningowe? 

 Justyna: Plany treningowe i startowe nie zostały zmienione. Oczywiście bardzo liczyliśmy na to, iż uda nam się zakwalifikować na Igrzyska, stało się jak się stało. Na dzień dzisiejszy jesteśmy drugą rezerwową parą, tak więc cały czas jest jeszcze jakaś szansa. Nadzieja umiera ostatnia! Musimy być w gotowości przez cały czas, tym bardziej że przed nami takie starty jak Mistrzostwa Europy i Świata, które również są niezwykle ważne.

Piotr: Oczywiście nadal mamy nadzieję, że pojedziemy na igrzyska. Nasze przygotowania skupiają się na wyznaczonych na obecny sezon celach. Choć nie wiemy czy będzie nam dane rywalizować w Soczi to wciąż pracujemy i trenujemy tak, jakbyśmy mieli tam wystartować.

Za Wami bardzo udany start w Finlandia Trophy. Jakie są Wasze wrażenia na temat tych zawodów? Jakie to uczucie stać na podium z mistrzami świata i mistrzami olimpijskimi? 

Justyna: Uczucie było wspaniałe jak i wrażenia z całych zawodów. Był to nasz drugi start z cyklu Finlandia Trophy, które odbywały się w Espoo i oba wspominamy z uśmiechem na twarzy. Atmosfera panująca na hali i towarzysząca nam podczas wszystkich przejazdów po prostu dodawała nam skrzydeł. Tak więc kiedy udało nam się wywalczyć III miejsce i stanąć na podium przy takich łyżwiarzach jak Tessa i Scott oraz Madison i Evan byliśmy ogromnie szczęśliwi i dumni z tego, że nasza ciężka praca nie idzie na marne.

Piotr: To było niewiarygodne przeżycie.Czułem się tak, jakby ogromny ciężar został zdjęty z moich barków. Udowodniliśmy, że nasza ciężka praca, determinacja i poświęcenie nie idą na marne. Powoli, ale pniemy się do góry. Teraz wracamy do treningów z myślą, że taką chwilę chcielibyśmy przeżyć ponownie – stać na podium i cieszyć się z sukcesu wraz z naszymi bliskimi.

plutowska gerber 4Podczas Finlandia Trophy mieliście najtrudniejsze technicznie tańce, a od kilku miesięcy czynicie systematyczne postępy. Czego więc jeszcze Wam brakuje aby dobić się do światowej czołówki?

Justyna: Tak jak już mówiłam wcześniej, przede wszystkich obycia wśród innych par. Tak aby inni zauważali nas jako parę o dużych możliwościach, która potrafi prezentować swoje układy na wysokim poziomie. I oczywiście praca i jeszcze raz praca.. która jest najważniejszym kluczem do sukcesu.

Piotr: Brakuje nam czasu, stabilności treningowej, wsparcia ze strony kibiców i obycia w gronie najlepszych łyżwiarzy.

W tym sezonie mamy ME i MŚ. Być może zobaczymy Was także na IO. Jakie są więc Wasze cele na najważniejsze imprezy tego roku?

 Justyna: Cel podczas wszystkich startów jest podobny.. aby zaprezentować swoje maximum formy i  walczyć o jak najwyższą pozycję. Nie zapominając przy tym wszystkim o zdrowej, sportowej rywalizacji i grze fair play bo tego bardzo byśmy chcieli.

Piotr: Musimy przede wszystkim dbać o zdrowie i być czujnym. Obecnie rozmawiamy już o programach na sezon 2014/2015. Jesteśmy zmotywowani do tego by iść do przodu i jeździć w granicach naszego rekordu życiowego, a nawet jeszcze lepiej.

Jak oceniacie obecną siłę polskiego łyżwiarstwa figurowego? Czy według Was mamy zawodników, którzy są w stanie odnosić międzynarodowe sukcesy?

 Justyna: Na obecną chwilę nie możemy chwalić się dużą reprezentacją seniorskich łyżwiarzy w Polsce. Natomiast wierzę w to, że Ci którzy są, dojdą w swojej karierze do takiego momentu, w którym to będziemy mogli podziwiać ich na najwyższych pozycjach podium podczas zawodów międzynarodowych, mistrzowskich. Nie zapominając również o młodszym pokoleniu, w którym to mam nadzieję, znajdziemy jakieś perełki polskiego łyżwiarstwa.

Piotr: Bądźmy szczerzy – jestem jeszcze nowy w polskim łyżwiarstwie figurowym. Pochodzę z Kanady, Polskę reprezentuję od 2009 roku, a trenuję głównie w USA i Kanadzie. Polscy łyżwiarze których poznałem są wielkimi sportowcami i z czasem mogą piąć się wyżej. Wymaga to jednak czasu, ciężkiej pracy i wytrwałości.

Jak zaczęła się Wasza przygoda z tą trudną dyscypliną sportu?

Justyna: Łyżwiarstwo figurowe zaszczepił we mnie mój tata, który to kiedyś sam był zawodnikiem a następnie został trenerem tańców na lodzie. Tak więc z łyżwami miałam do czynienia od najmłodszych lat, a trenować zaczęłam jako 3-4 latka. Czyli śmiało mogę powiedzieć, że lodowisko to mój drugi dom, gdyż spędziłam na nim większość swojego życia. Początkowo szkolona byłam na solistkę i tak było, aż do 6 klasy podstawowej. Następnie w wieku 12-13 lat pojawiła się szansa na znalezienie dobrego partnera i wtedy też rozpoczęłam swoją przygodę z parami tanecznymi. Od samego początku byli ze mną rodzice, którzy poświęcali się mojej pasji całkowicie, gdyby nie oni z pewnością moja przygoda z łyżwiarstwem figurowym nigdy by się nie rozpoczęła.

Piotr: Kiedy miałem sześć lat mama dała mi na Boże Narodzenie łyżworolki. Od razu je pokochałem! Moje mama chciała, żebym uczęszczał po szkole na dodatkowe zajęcia. Mieszkamy w centrum Ontario, gdzie zima trwa 6 miesięcy. Ja uwielbiałem jeździć na moich łyżworolkach, więc łyżwiarstwo było dla mnie naturalnym wyborem. Hokej jest bardzo popularny z Kanadzie, ale moi rodzice pochodzą z Polski i nie wiedzieli zbyt dużo o tej dyscyplinie. Poza tym chcieli, abym uprawiał mniej „agresywny” sport. Poszliśmy do sklepu, aby kupić mi łyżwy. Na półce po lewej stały figurówki, a po prawej łyżwy do hokeja. Te hokejowe były jednak dwa razy droższe, więc zdecydowaliśmy się na zakup łyżew do łyżwiarstwa figurowego. Następnego dnia mama zabrała mnie na lodowisko, gdzie trenowali Elvis Stojko, Jennifer Robinson i Jeff Buttle. Już podczas pierwszej lekcji moi nauczyciele stwierdzili, że powinienem jeździć o cztery poziomy wyżej.

Przez kilka miesięcy trenowaliście z tatą Justyny. Mama Piotra, Joanna skutecznie promuje Was w mediach. Wsparcie rodziców ma chyba dla Was ogromne znaczenie…

Justyna: Moją karierę sportową mogę zawdzięczać przede wszystkim rodzicom. Bez ich udziału z pewnością nie byłabym w tym miejscu, na tym poziomie na którym aktualnie się znajduję. Pomagają, wspierają i po prostu SĄ ze mną od samego początku, za co ogromnie dziękuję! Jestem i będę im wdzięczna za to do końca.

Piotr: Bez stałego wsparcia emocjonalnego i finansowego ze strony rodziców nie byłbym tu gdzie jestem teraz. Jestem bardzo wdzięczny mojemu tacie za jego mądre słowa i jego silnej, pozytywnej i asertywnej postawy, której szukałem już jako dziecko. Moja mama robi bardzo dużo dla mnie i Justyny. Prowadzi nasz profil na facebooku (https://www.facebook.com/PolishFigureSkating), pozyskuje środki, które przeznaczamy na finansowanie naszych treningów. Przez kilka lat szyła także kostiumy dla mnie. Jest ze mną na każdym kroku mojej życiowej drogi, za co jestem jej bardzo wdzięczny.

plutowska.gerber podiumPrzed sezonem zbieraliście pieniądze na dodatkowe przygotowania. Moglibyście opowiedzieć o tym coś więcej?

Justyna: Cały pobyt w USA jest niezwykle kosztowny. Począwszy od wszystkich zajęć, treningów poprzez normalne funkcjonowanie tam na miejscu. W naszym przypadku każda dodatkowa kwota jest ogromnie ważna i pomocna, gdyż decyduje czy możemy korzystać w danym czasie z wszelkich dodatkowych zajęć czy też musimy z nich zrezygnować. Ma to wielkie znaczenie, jeśli wymaga się od nas byśmy reprezentowali się na coraz wyższym poziomie.

Piotr: Koszt szkolenia w Novi jest bardzo wysoki. Jesteśmy bardzo wdzięczni Polskiemu Związkowi Łyżwiarstwa Figurowego za wsparcie, dzięki któremu możemy trenować z najlepszymi na świecie. Koszty takie jak czynsz za mieszkanie, prąd, internet, ogrzewanie, jedzenie, koszty transportu i ubezpieczenie samochodu są pokrywane przez naszych rodziców. My także mieliśmy trudny okres, kiedy musieliśmy płacić za specjalne lekcje na które uczęszczali wszyscy łyżwiarze trenujący w Novi. Był balet i zajęcia z akrobatyki prowadzone z trenerem z Rosji. Nie chcieliśmy przegapić okazji by poprawić swoje umiejętności, nie mogło nas zabraknąć na tych zajęciach. Niestety nie mieliśmy więcej pieniędzy, ale moja mama rozpoczęła zbiórkę funduszy. Ona pracuje w pełnym wymiarze godzin, a po pracy lubi się zrelaksować, więc robi piękne broszki kwiatowe z tkanin, które zebrała z resztek moich strojów, które  szyła przez dwanaście lat (więcej: https://www.facebook.com/PetalsAndSparkle?directed_target_id=0). Babcia jest także uzdolnioną plastycznie osobą i wykonuje dekoracje bożonarodzeniowe, które cieszą się ostatnio sporym powodzeniem. Mama z babcią sprzedają ta przedmioty lub wysyłają darczyńcom, jako podziękowanie za wsparcie. Mieszkający w Kanadzie Polacy okazali się bardzo pomocni. Znalazł się także ktoś z USA, który przekazał nam ponad połowę potrzebnej kwoty. Mama zebrała ponad dwa tysiące dolarów, które przeznaczyliśmy na lekcje baletu i akrobatyki, które odbyły się latem.

Justyna, wcześniej tańczyłaś z Dawidem Pietrzyńskim, a Ty Piotrze z Baily Caroll.  Czy moglibyście powiedzieć  powiedzieć dlaczego postanowiliście nie kontynuować treningów z poprzednimi partnerami? Jak to się stało, że trafiliście na siebie? 

Justyna: W życiu każdego zawodnika przychodzi taki moment kiedy mówimy sobie dość, zrobiłem ile mogłem, ale teraz przyszedł czas na coś innego. Wtedy też chcemy realizować swoje plany, jakieś marzenia.. W momencie, w którym rozstawaliśmy się z Dawidem obydwoje decydowaliśmy się na większą koncentrację na nauce, studiach. Ja również miałam dłuższą, kilkumiesięczną przerwę. Natomiast w pewnym momencie natrafiła się okazją by spróbować jeszcze raz.. Wtedy też niespodziewanie trafiłam na Piotra. Z planami na sezon i wizją Igrzysk Olimpijskich w Soczi rozpoczęliśmy swoje wspólne treningi w styczniu 2012 r.

Piotr: Bailly była moją jedyną partnerką przez 12 lat. Dorastaliśmy razem, trenowaliśmy Mariposa Skating School w Barrie, gdzie później uczyliśmy się w szkole średniej. Dlaczego się rozstaliśmy? Przez te 12 lat koszty za treningi, trenerów, lodowisko, kostiumy, transport, nocleg, wpisowe i wiele innych był opłacane przez naszych rodziców. W sezonie 2008/2009  ja złamałem nogę, a 3 tygodnie przez Mistrzostwami Kanady Juniorów Bailly złamała nadgarstek. Musiała rywalizować z gipsem na dłoni. Mistrzostwa zakończyliśmy na miejscu czwartym. W 2009 roku trenerzy zaproponowali nam reprezentowanie Polski. Bailly, która jest Kanadyjką na początku chciała dokonać zmiany, jednak z upływem czasu zmieniła swoje zdanie na ten temat. Rodzice moi i Bailly musieli zapożyczać się, by opłacać nasze treningi i wyjazdy. Kiedy w 2011 wróciliśmy z JGP w Rydze ze słabymi rezultatami moja mama chciała zmienić trenerów i przenieść nas do naszego byłego trenera, który pochodził ze Słowacji i miał zupełnie inne podejście do kwestii naszej jazdy. Byłem gotowy aby opuścić miasto w których się wychowywałem i rozpocząć nowy etap mojej kariery, jednak Bailly nie była w  stanie tego dokonać. Jej rodzice nie mogli sobie pozwolić na kolejne pożyczki, zaś moi byli gotowi zrobić dla mnie wszystko. W ten sposób Bailly zakończyła swoją karierę sportową, a ja po raz pierwszy od 12 lat pozostałem bez partnerki. Nie miałem pojęcia co będzie dalej. Moja mama zwróciła się o pomoc do Pani Ewy Kierzkowskiej. Trzy dni później kazano mi się spakować i wyjechać do Gdańska, by od stycznia rozpocząć treningi z dziewczyną, której nigdy wcześniej nie widziałem. Przez ostatnie 3 miesiące w Kanadzie zadbałem o wszystkie sprawy prywatne m.in. zawiesiłem zajęcia w college’u i zacząłem uczyć się języka polskiego. Gdy przyjechałem do Gdańska tata Justyny, Pan Mirosław powitał mnie z otwartymi ramionami. Początki były trudne. W początkach kariery byliśmy szkoleni w różny sposób, co sprawiło, że Justyna była lepsza ode mnie (ale myślę, że już ją dogoniłem :P ). A teraz jesteśmy w tym miejscu… jesteśmy zespołem. Dziś tworzymy zgraną drużynę i jesteśmy wdzięczni sobie nawzajem.

Zdjęcia pochodzą z portalu www.figureskating-online.com  

Komentarze